czarter gopło





Jezioro Gopło

Jezioro Gopło należy do najbardziej znanych zbiorników naturalnych w Polsce. Jest największym jeziorem Pojezierza Wielkopolsko-Kujawskiego i dziewiątym pod względem wielkości jeziorem w Polsce. Gopło to płytkie, polodowcowe, jezioro przepływowe, położone w tzw. rynnie goplańskiej. Przyjmuje się, że powierzchnia zwierciadła wody na wysokości 77 m n.p.m. wynosi 2 154,4 ha, w tym 25,5 ha przypada na wyspy. Misa jeziorna ma 25 km długości i od 200 do 2000 m szerokości. Średnia głębokość jeziora wynosi 3,6 m, a głębokość maksymalna - 16,6 m. Jezioro posiada urozmaiconą linię brzegową o długości 87,5 km, liczne zatoki, wyspy i półwyspy. W przeszłości jezioro zajmowano znacznie większy areał, a jego rozlewisko przypominało morze, stąd nazwane było "Mare Polonorum" tj. Morze Polaków.


Nadgoplański Park Tysiąclecia

Utworzony w 1967 r. Nadgoplański Park Tysiąclecia to obszar pól uprawnych, łąk, lasów, bagien i nieużytków oraz jezioro Gopło o łącznej powierzchni 12 683,76 ha. Ochroną rezerwatową objęty jest obszar o powierzchni 2 313,76 ha, a otaczający go obszar ochrony krajobrazowej ma powierzchnię 10 370 ha.
Na terenie NPT zinwentaryzowano dotychczas blisko 770 gatunków roślin, a wśród nich bardzo cenne halofity oraz rośliny ciepłolubne. Do ciekawszych gatunków odnotowanych na terenie parku zaliczyć należy takie jak: jaskier ostry, kruszczyk błotny, oman wierzbolistny, ślazówka turyńska, pełnik europejski, firletka poszarpana oraz grzybień biały. Jezioro Gopło i inne zbiorniki leżące w granicach NPT zamieszkuje 25 gatunków ryb jak np. węgorz, sandacz, krąp i tołpyga. Płazy zamieszkujące mokre i podmokłe miejsca na terenie NPT reprezentowane są przez 11 gatunków: traszka zwyczajna, kumak nizinny, grzebiuszka ziemna, ropucha szara i zielona, rzekotka drzewna oraz 3 gatunki żab. Obszary nadgoplańskie to również środowisko życia wielu gatunków ssaków. Można tutaj spotkać m.in. dziki, jelenie europejskie, sarny, borsuki, gronostaje, łasice oraz wydry i piżmaki. Najbardziej jednak rzucającym się w oczy, barwnym i ruchliwym składnikiem środowiska Nadgoplańskiego Parku Tysiąclecia są ptaki. W latach 1988-1995 na obszarze Parku zaobserwowano 179 gatunków ptaków, z czego aż 149 z nich to gatunki lęgowe.



Kruszwica

Kruszwica jest nierozerwalnie związana z początkami państwowości polskiej. Prowadzone od lat na ziemiach nadgoplańskich badania archeologiczne odsłaniają ich dzieje, dowodząc istnienia wokół Gopła bogatej i nieprzerwanej tradycji osadniczej. Najstarsze ślady osadnictwa na terenie dzisiejszej Kruszwicy sięgają epoki kamienia (ok. 10 000 r. p.n.e.). We wczesnym średniowieczu Kruszwica była ośrodkiem o dużym znaczeniu gospodarczym i strategicznym. Istnieje przypuszczenie, że w VIII i IX w. gród kruszwicki był ośrodkiem plemiennego państwa Goplan, lecz w pierwszej połowie X w. terytorium Goplan znalazło się zdaniem wielu badaczy w kręgu dominacji państwa Polan i weszło w jego skład. Jak głosi jedna z legend w Kruszwicy znalazł schronienie pozbawiony władzy, okrutny Popiel, który zginął w wieży na jeziornej wyspie zjedzony przez myszy. Po jego śmierci rządy objął ubogi Piast - twórca nowej dynastii.Wraz z rozwojem młodego państwa nasiliło się znaczenie Kruszwicy.




Legenda o Popielu

Dawno, dawno temu, gdy nad brzegiem Gopła wznosił się zamek i gród warowny Kruszwicą zwany i kiedy Gopło otoczone było nieprzebytą puszczą, pełną dzikiej zwierzyny, a czyste i głębokie wody jeziora obfitowały w najróżniejsze gatunki ryb i ptactwa wodnego wydarzyła się ta straszna historia. A było to tak...
Złe i niesprawiedliwe były rządy króla Popiela, który to ziemię nadgoplańską twardą ręką rządził. Za żonę wziął sobie pyszną i chciwą, niemiecką księżniczkę Rychezę. Piękna to była kobieta, ale serce miała twarde jak z kamienia i nade wszystko władzy pragnęła. Zły wpływ wywierała na Popiela. Nie mogła się pogodzić z tym, że wedle starego zwyczaju królowi nie było dane rządzić samodzielnie, lecz musiał on słuchać się Rady Starszych. W Radzie tej, Starszyzną też zwaną, zasiadali stryjowie jego, zacni przedstawiciele wielkich rodów. "Kto to widział, by taki wielki władca jak ty Popielu musiał się słuchać tych starych głupców" -sączyła Rycheza zły jad w serce króla. "Nie takie obyczaje panują na niemieckich dworach. Nim cię poślubiłam mówiono mi, żeś ty jest tu władca jedyny i prawdziwy".
Słuchając podszeptów żony Popiel zaprzestał zwoływania Rady Starszych, a całą Starszyznę przegnał z dworu. Sam wraz z żoną obmyślał plan pozbycia się ich raz na zawsze. Obrazili się członkowie Rady na króla za to, że prasłowiańskie prawo złamał, stali się wobec niego nieufni i zawiesili wszelkie z nim kontakty. Bał się Popiel, że stryjowie drużynę zwołają i na zamek ruszą. Za namową Rychezy zgładzić ich postanowił.
Wysłał, więc Popiel posłańca swego do stryjów, aby ich do zamku zwabić. "Zapraszam Was wielmożni stryjowie moi i pokłon Wam swój składam"- mówił Popiel słowami posłańca." Wybaczcie mi praw dawnych złamanie i przybądźcie na ucztę. Niech znowu zgoda między nami zapanuje". Puścili w niepamięć stryjowie zniewagę, omamieni dobrym słowem na zamek spieszyć zaczęli. Ach, cóż to była za uczta. Stoły uginały się od jadła wszelkiego, talerze pełne ryb i dziczyzny, a puchary pełne miodu pitnego i przaśnego piwa. Kiedy uczta trwała w najlepsze, głos zabrał Popiel :"Wybaczcie mi ziomkowie, że tak z Wami poczyniłem, a na znak zgody wypijmy najlepszego miodu z dalekiej krainy". "Wiwat! Wiwat król!" - krzyczeli stryjowie. Po miód zaś do piwnicy poszła sama królowa, która wcześniej odprawiła służących i sama zaczęła usługiwać do stołu, uśmiechając się przy tym chytrze. Wszyscy goście mieli już mocno w czubie, kiedy to Rycheza przyniosła najzacniejszy trunek. Pilnowała uważnie, aby każdy spełnił toast. Wśród ogólnego rozbawienia nikt nie zauważył, że ani król, ani królowa nie piją miodu, a tylko zachęcają coraz częściej innych do wznoszenia toastów. Nagle wstał jeden z krewniaków, chciał mowę wygłosić, aż tu nagle puchar z rąk mu wypada a miód na podłogę się rozlewa. Złapał się biedaczysko za brzuch i krzyknął: "Zdrada, zdrada! Zostaliśmy otruci!". Spadać z ław zaczęli starcy, za trzewia się łapią, tchu złapać nie mogą. "Bądź przeklęty Popielu i ród twój na zawsze!"- krzyczą. "Niech twa śmierć okrutniejszą od naszej będzie!". Kiedy wszystkie wrzaski wreszcie ucichły i nikt z gości nie pozostał przy życiu, Rycheza wraz z mężem poczęli zwłoki z zamku wynosić i do Gopła wrzucać. Nie grzebiąc krewnych, kolejny raz Popiel obyczaju nie dochował.
Wkrótce po tym wydarzeniu wszyscy mieszkańcy kruszwickiego grodu szeptać między sobą poczęli o przedziwnym zniknięciu popielowych stryjów." Za tym musi kryć się jakaś mroczna tajemnica" - mówili ludzie. "Nikt żywy z zamku nie wyjeżdżał. To się źle skończy. Surową karę ześlą bogowie na królewski ród". Nie minął miesiąc od tej strasznej nocy, aż tu pewnego poranka wystraszony Popiel wbiegł do komnaty Rychezy i jął krzyczeć: "Stało się! Myszy! Wszędzie ich pełno, wypełnia się klątwa stryjów. Jesteśmy przeklęci". A dziwne to były myszy. Ślepia miały czerwone, zęby ostre i dziwnie duże, a ludzi nie bały się wcale. Wszędzie było ich pełno, biegały po całym zamku zżerając i niszcząc wszystko, co napotkały na swojej drodze. Nie pomagało nawet zabijanie ich, gdyż coraz to nowe zastępy tych małych gryzoni wychodziły z Gopła, gdzie to lęgły się z ciał stryjów nikczemnie pomordowanych. Przestraszył się Popiel śmiertelnie, że niemal rozum postradał. Wsiadł wraz z żoną do łodzi i jęli płynąć co sił do wysokiej wieży na wyspie się mieszczącej, by tam ostatniego schronienia szukać. Wbiegli do wieży, na samym szczycie już stali, gdy wtem Popiel krzyknął "Wielkie nieba! To nie do wiary, myszy przepłynęły jezioro i po ścianach wieży się wspinają, koniec z nami. Bądź przeklęta Rychezo, czemu żem posłuchał rad twych diabelskich?!". Straszna ich kara spotkała za zbrodnie na krewnych. Wyginął bezpotomnie lud popielidowy, a wieżą od tego czasu zaczęto zwać mysią. Do dziś zaś nie wiadomo co się stało z koroną i berłem, które Popiel podczas ucieczki upuścił w toń jeziora. Podobno kto je znajdzie, szczęście mu przyniosą ...






Legenda o Klarze

W Mikorzynie mieszkała Klara Mikorska, córce właściciela miejscowości. Dziewczyna zakochana był w Januszu - białym rycerzu. Została jednak porwana i uwięziona przez Garczę, okrutnego czarnego rycerza. Mimo, że pojedynek między obydwu konkurentami zakończył się zwycięstwem Janusza, Klara nie mogła go poślubić. Uwięziona, przysięgła bowiem ślub dziewictwa, jeśli uda jej się uzyskać wolność. Prawy Janusz uszanował jej decyzję, a z rozpaczy rzucił się w ciężkiej zbroi w odmęty jeziora. Wtedy to z dna wynurzyła się wyspa, na której dziewczyna samotnie mieszkała do końca życia.

Jeszcze dzisiaj można na wyspie Klara znaleźć fragmenty fundamentów wieży, w której mieszkała tęskniąc za swoją miłością, oraz zdziczałe już krzewy i drzewa owocowe z jej ogrodu. Janusza zaś można w księżycowe noce spotkać błądzącego nad jeziorem.

Faktem jest, iż na zachodnim brzegu Jeziora Mikorzyńskiego, nieopodal wyspy, wzniesiona została w XVII wieku kaplica św. Barbary, patronki nagłej śmierci. Później kościółek ten pełnił funkcję miejsca odpoczynku dla Bernardynów, głównie z Kazimierza Biskupiego. Dziś po tym miejscu pozostało wyraźne zakole w wysokiej skarpie tuż za nadbrzeżnymi mokradłami i nazwa części konińskiej dzielnicy Łężyn - Bernardynka. W kościele w Wąsoszach znajdują się dwa obrazy pochodzące z Bernardynki.